Z pamiętnika

Dziś post bez ubrań i zdjęć, dziś czas na wyżalanie się i pisanie bzdet.

Tydzień się jeszcze nie skończył, a jest paskudny, jak cholera.
We wtorek zdechł mi Burek. Ostatnio znowu przy chorował, już było z nim lepiej, a głuptas z soboty na niedzielę próbował popełnić samobójstwo :( Próbował się utopić w kanałku. Można pomyśleć, że chciał iść się napić wody, ale przecież na podwórku były cztery miejsca gdzie mógł by się napić (wanna, wiadro, jego miska i miska kur), a on otworzył sobie bramę i wyszedł. Nikt na noc ich nie powiązał sznurkiem. Bo kto by pomyślał, że pies, który ledwo chodzi chciałby gdzieś wyjść?  W niedziele do południa jeszcze jadł, później nawet wody nie chciał pić. We wtorek rano był już martwy. Na jesieni minęłoby 10 lat jak był u nas. Był przybłędą. Przyszedł za wystraszoną ośmiolatką, która przednim uciekała. To było najszybsze 1,5 km w moim życiu. Był mądry i inteligentny.  Fakt dość długo się go bała zwłaszcza kiedy chodził luzem, ale nigdy na mnie nie skoczył i często w ogóle do mnie nie podchodził, jak byłam mniejsza. Z czasem przestałam się go bać, ale nadal boję się obcych psów. Burek nigdy nie zagryzł kury, ani kaczki, nawet potrafił je naganiać do kurnika. Był dużym psem, mieszanką owczarka niemieckiego z jakimś psem z oklapniętymi uszami. Teraz będzie trzeba znaleźć godnego następce...

Także we wtorek dowiedziałam się, że dziadek za dwa tygodnie będzie miał ciężką operację :( Zostanie wycięte mu oko. Eh... jest poważnie chory, ma raka. Przez ostatnie dwa miesiące co tydzień jesteśmy gdzieś na badaniach to we Włocławku, to znowu w Bydgoszczy...
To był jeden z gorszych wtorków...

Dziś jak codzień byłam na przejażdżce rowerowej z Hugiem. Mamy... mieliśmy trzy psy Burka, Pikusia (mała pipidówa, kundel, 9 lat) i Huga. Ten ostatni jest najmłodszy ma 9 miesięcy. Jest okropny, wszędzie go pełno, jest ciamajdą. Potrafi z radości przewrócić człowieka i go lizać potwarzy. W połowie jest haskim, jest czarny z brązowym brzuchem i skarpetami. Trzeba go codziennie zabierać na przejażdżki takie conajmiej 3-4km, bo inaczej wyje szczeka i się dopomina...
Dzisiaj pojechaliśmy jedną z naszych tras przez las, zazwyczaj nikogo tam nie ma... Dziś jednak znalazł się jakiś debil, który jechał samochodem. Ja stałam na poboczu i czekałam, aż pies załatwi swoją potrzebę. Facet ustał na skrzyżowaniu:
- Kurwa zjeżdżaj z drogi! - krzyczy do mnie. - Chodź tu gówniaro!
Trzymam Huga, żeby się opanował, bo się zjeżył i warczał.
Facet coś tam znowu sobie krzyczy. Zastanawiam się czy mu nie odbiło. Halo przecież ledwo trzymam psa,  rower jest oparty o drzewo i pusta droga...
Kierowca zagwizdał.
Serio? - pomyślałam.  - Bierz go Hugo! - krzyknęłam to pies pobiegł.
Zamknął szybę i odjechał, a ja musiał się wydzierać na psa, żeby przestał gonić samochód. 
Widziałam, że będę miała problem ze złapaniem psa, zawsze tak jest gdy ktoś obcy przejedzie obok samochodem. Sąsiedzi potrafiom się grzecznie zatrzymać, ja wtedy trzymam Huga za obroże i nie muszę go później łapać. Dlatego myślałam, że ten facet też chce tylko przejechać...
Na ruchliwsze trasy jeżdżę zawsze z kimś jeszcze.  Wtedy Hugo jest przywiązany smyczą do roweru. Ja niestety sama nie mogę go utrzymać, bo jest dla niego za letka. Optymalny kierowca zaprzęgu z Hugiem musi mieć 90kg - mi na szczęście dużo jeszcze do tylu brakuje. 


I taka mała ciekawostka na koniec. Na portalu zBLOGowani jest comiesięczny ranking i moje blogi w kwietniu się w nim znalazły :D
Ten blog na miejscu 10 w kategorii moda -> http://zblogowani.pl/ranking/miesieczny/kategoria/3/okres/201504 (możecie sami zobaczyć)
Blog z opowiadaniami 6 miejsce w kategorii hobby -> http://zblogowani.pl/ranking/miesieczny/kategoria/13/okres/201504

Miłego weekendu ^.^
Alex

Udostępnij ten post

1 komentarz :

  1. Jest majówka, a ja spędzam ją w domu :(((

    rilseee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń