Wycieczka do Torunia

Teraz jest czas, kiedy wszyscy chwalą się na swoich blogach i instagramach przystrojonymi koszyczkami czy upieczonymi babkami. Ja jednak wolałam napisać post o wycieczce do Torunia, która miała miejsce dwa tygodnie. Od dłuższego czasu zabieram się za pisanie, ale zawsze znajdzie się coś ważniejszego...


Nasza podróż do Torunia rozpoczęła parę minut po 6 rano. Po półtorej godziny jazdy dotarłyśmy do stacji Toruń Główny, gdzie zaopatrzyłyśmy się w bilety i ruszyłyśmy na miasto.


Według naszego planu (który stworzyłam wraz z koleżanką dwa dni wcześniej) pierwszym punktem naszej wycieczki miało być planetarium. Ale okazało się, że dotarłyśmy ponad półgodziny wcześniej, niż zakładałyśmy, więc poszłyśmy na Stary Rynek na pocztę, aby kupić i wysłać pocztówki. Po załatwieniu spraw na poczcie udałyśmy się powoli do Planetarium, gdzie podczas kupowania biletu okazało się, że moja koleżanka nie ma portfela. Zapłaciłam za nią, a potem biegiem wracałyśmy na pocztę. Na szczęście portfel wraz z dokumentami nadal czekał na nią na stoliku.


I nawet nie spóźniłyśmy się na seans w planetarium. Najbardziej w pamięci zapisała mi się informacja o tym, że w starożytnych Chinach myślano, że wielki smok zjada Słońce, aby go od straszyć trzeba było głośno krzyczeć. Tak starożytni tłumaczyli sobie zaćmienie Słońca.


Kolejnym punktem programu była Wieża Ratuszowa i podziwianie panoramy Torunia. Naprawdę ładny widok się stamtąd rozpościera, chociaż szkoda, że akurat wiało. Wiem, że zdjęcia byłyby ładniejsze bez tych barierek, ale bałam się podnieść wyżej telefon czy podejść bliżej tych barierek. No, cóż mam lekki lęk wysokości.







Następnie poszłyśmy na lodopączki/pączkolody. Aby spalić kalorie, które właśnie zjadłyśmy wraz z pysznymi pączkami i lodami, poszłyśmy na spacer do ogrodu zoobotanicznego.






























Z ogrodu poszłyśmy nad Wisłę i chwilę tam posiedziałyśmy. Wypadała właśnie pora obiadu. Głodne poszłyśmy poszukać czegoś do jedzenia. I skończyłyśmy tak jak, to zwykle bywa na szkolnych wycieczkach w McDolandzie.






A i jeszcze znalazłyśmy Smoka Toruńskiego.


Po obiedzie sprawdziłyśmy, o której każda z nas ma najbliższy pociąg do siebie. W drodze na dworzec zahaczyłyśmy jeszcze o Biedronkę, w której kupiłyśmy wodę. Tylko po co w tym sklepie to okno?


Zahaczyłyśmy o sklep z piernikami i ponownie o Stary Rynek, na którym, ktoś próbował ukraść grosz Skrzypkowi, ale niestety biedak nic nie miał.

Później każda z nas pojechała w swoją stronę.

Udostępnij ten post

1 komentarz :